KLOCKI DREWNIANE, CZYLI NAJLEPSZA ZABAWKA DLA DZIECKA

Lilia uwielbia zabawę z klockami. Cieszy mnie to niesamowicie, że sama do nich zasiada i w skupieniu buduje coraz większe budowle i inne cuda.
Klocki dają ogromne pole do popisu przy zabawie. Można wymyślić z nimi tyle zabaw, że nigdy nie ma nudy :). Bawimy się różnymi jednak nic nie równa się z tymi wykonanymi z drewna. Uwielbiam ich zapach i trwałość. Dziś pokażę Wam klocki, które mamy w domu, właśnie te drewniane.

HAPPY WOOD TOYS
KLOCKI DREWNIANE
Cena: 60,00 zł / SAKIEWKA - 100 szt.


OPIS PRODUCENTA:
Naturalne klocki z literkami i cyferkami z jednej strony, i obrazkiem z drugiej. Wykonane z drewna bukowego w kolorze naturalnym. Klocki są idealnym uzupełnieniem edukacji naszych dzieci, pomagają w nauce alfabetu oraz pierwszych liczb. Pozwalają również przyporządkować odpowiednie literki do nazw obrazków i wykonać pierwsze działania.
Klocki są ze sklepu DaWanda. Naszych klocków jak i innych zabawek wykonanych z drewna szukajcie w zakładce: ZABAWKI DREWNIANE.

MOJA OPINIA:
Na klocki zdecydowałam się gównie ze względu na ich rozmiar. Już wcześniej zauważyłam, że Lili z naszych innych kloców zawsze wybiera te mniejsze. Nie myliłam się i prezent okazał się idealny. Klocki pewnie trzymają się w dłoni małego dziecka. Literki, cyferki i obrazki okazały się świetne przy nauce mówienia. Lila powtarza już coraz więcej i sama spośród wszystkich klocków wybiera te, które umie nazwać.













ŚWIAT KLOCKÓW DREWNIANYCH
KLOCKI DREWNIANE
Cena: 40,00 zł / PUDEŁKO - 85 szt.


OPIS PRODUCENTA:
Klocki, które bawiąc uczą, jednocześnie rozwijając kreatywność i zdolności manualne dziecka. Poznają one kolory i figury geometryczne oraz ćwiczą koncentrację. Klocki wykonane są z drewna olchowego.

MOJA OPINIA:
Te klocki mamy już sporo czasu. Lila potrafi zająć się nimi na dłużej, ale na wykorzystanie ich możliwości jest jeszcze za mała. Klocki maja sporo różnych elementów, z których naprawdę wiele można zbudować. Domki, wieże, pojazdy, ogranicza nas chyba tylko wyobraźnia :). Lili póki co spośród wszystkich wybiera te najmniejsze i tworzy swoje wieżyczki :).









Jeśli to post o klockach drewnianych, to na koniec nie mogłabym nie pokazać Wam naszych najcenniejszych klocków. Najcenniejszych sentymentalnie, bo jako dziecko bawił się nimi Lili tata.
Jak na ponad 35 lat, są w świetnym stanie i to jest właśnie w drewnie najpiękniejsze :).






Wasze pociechy też tak uwielbiają klocki?

SZCZĘŚCIE MIŁOŚCIĄ PISANE

Szczęśliwe dzieciństwo - to mój główny cel macierzyństwa. Tego właśnie chce dla mojego dziecka. Robię i zrobię wszystko, żeby w dorosłym życiu na jej wspomnienia o dziecięcych latach, na buzi pojawiał się uśmiech.
Co chwilę słyszę jej śmiech, uwielbiam go. To dla mnie dowód na to, że jest jej dobrze, że jest szczęśliwym dzieckiem, że ja jako mama osiągam to co sobie zamierzyłam.

Najwięcej szczęścia daje dziecku miłość. Nie zabawki, nowe ubrania, czy inne pierdołki. One dają uśmiech na chwilę, minie zafascynowanie nową rzeczą i tyle. Tym, dziecku super dzieciństwa nie zapewnimy. Oczywiście, że zabawki i cała reszta muszą być, ale nie starajmy się tym, w dziecku szczęścia zaszczepiać.
Miłość, właśnie miłość jest najważniejsza. Okazywanie jej w zasadzie. Mówienie, że się kocha, przytulanie, całusy. Lila ma to na co dzień. Czasem sama mam wrażenie, że może przesadzam, ale nie, przytulasów chyba nigdy nam nie będzie dość :).
Jako mama chce po prostu przy niej być. Być, wspierać i najważniejsze, czyli zawsze mieć czas, bo nie ma nic lepszego niż dobra relacja między rodzicem i dzieckiem.


DERMEDIC - MLECZKO OCHRONNE 50+

Sezon letni trwa w najlepsze. Wysokie temperatury, upały są nie dla mnie, ale są i trzeba je przeżyć. Moim najważniejszym kosmetykiem o tej porze roku jest krem z filtrem. Na twarz stosuję codziennie, przy większej i mniejszej temperaturze, a na resztę ciała już tylko przy upałach.
Przetestowałam już sporo produktów z wysokim filtrem. W tym roku przyszedł czas na kolejnego :).

DERMEDIC
SUNBRELLA - MLECZKO OCHRONNE - SPF 50+
Cena: 35,00 zł / 100 g



OPIS PRODUCENTA:
Mleczko ochronne przeznaczone do skóry wrażliwej każdego typu. Kompleks filtrów UV, przeznaczonych specjalnie do skóry uwrażliwionej, chroni ją przed nadmiernym działaniem promieni słonecznych. Witaminowe składniki poprawiają kondycję skóry i zapobiegają utracie jędrności ciała.
- zapewnia skuteczną i długotrwałą ochronę przed promieniowaniem UVA, UVB
- zmiękcza skórę i łagodzi podrażnienia
- fotostabilne i wodoodporne
- hypoalergiczne

MOJA OPINIA:
Najważniejsze o czym chce napisać to oczywiście działanie, miałam okazję przetestować mleczko przy niedawnych upałach i spisało się idealnie. Cienka warstwa ochroniła mnie przed mocnym słońcem, a skórę na oparzenia słoneczne mam bardzo podatną. Pierwsze na co zwróciłam uwagę przy tym produkcie to to, że jest to mleczko. Od razu widziałam, że aplikacja będzie łatwa. Nie myliłam się, mleczko idzie szybko rozsmarować i równie szybko się wchłania jednak trzeba go użyć niewiele, zdecydowanie lepiej nałożyć dwie bardzo cieniutkie warstwy niż za jednym razem nałożyć mleczka za dużo. Produkty z tak wysokim filtrem mają to do siebie, że są strasznie "toporne" i ciężkie, a mleczko z Dermedic daje odczucie jak przy używaniu lekkiego balsamu nawilżającego. Kolejny plus za to, że się bardzo szybko wchłania, zaraz po rozsmarowaniu ze spokojem możemy się ubierać. Mleczko się nie bieli i jest bezzapachowe. Co prawda przy samej aplikacji czuć delikatnie zapach, ale po rozsmarowaniu się całkowicie ulatnia. Po zmyciu mleczka skóra jeszcze długo pozostaje miękka. Opakowanie w tubce oczywiście przemawia za higieną, choć ja osobiście wolę kiedy jest dodatkowo zakręcane.
Osobiście, szczerze mogę Wam ten produkt polecić, szczególnie przy problemie skóry wrażliwej i podatnej na słońce. Ja od roku mam swojego ulubieńca do twarzy, a od teraz dołączył do niego produkt do ciała z Dermedic :).







JAK ODSMOCZKOWAĆ DZIECKO?

Wielu z Was prosiło mnie o post na ten temat, więc proszę bardzo :). Dziś o tym, jak przeszedł u nas proces odzwyczajenia Lili od smoczka.
Od razu zaznaczę, że cały proces odsmoczkowania, trwał w naszym przypadku bardzo długo. Na początku po przeczytaniu porad w Internecie chciałam po prostu zabrać smoka i tyle, ale nie dałam rady. Reakcja Lili mnie przerosła i po chwili go oddalam. Wtedy właśnie sobie uświadomiłam, że to nie jest sposób i, że ze smoczkiem musimy się pożegnać w sposób jak najmniej dla Lili dotkliwy. Nie chciałam, żeby przechodziła przez jakąś traumę. Z drugiej jednak strony bałam się, że przez to, ze smoczkiem nie pożegnamy się nigdy. Na szczęście jednak stało się, tak jak chciałam.

Najważniejsze, od czego musimy zacząć to zaleźć odpowiedni moment, czyli aby u dziecka nie było żadnych innych zmian. Musi być zdrowe i w normalnych dla siebie warunkach, chodzi mi o to, że nie ma być żadnych nowości. Nie łączmy też odsmoczkowania z innymi sprawami, np. z odpieluchowaniem, czy zmianą diety. Dla takiego malucha jedna zmiana wystarczy i na niej musi się skupić. U nas długo czekaliśmy na ten idealny czas. Kiedy już chciałam zacząć, to Lila zachorowała, następnie M. wyjechał, potem znowu coś i jeszcze raz choroba. Wszystko jakby na złość, ale przeczekaliśmy i w końcu nastał ten moment.

Cały proces zaczęliśmy od tego, że smok nie był już dostępny cały czas. Przedtem Lili mogła go mieć, kiedy chciała. Gdzieś w okolicach 18 miesiąca zaczęłam go chować, kiedy Lili zostawiła go gdzieś na wierzchu, to zabierałam, ale kiedy się o niego upomniała, oddawałam.
Po kilkunastu dniach i przyzwyczajenia się Lili poszliśmy krok dalej i smoczek nie był już dawany w ciągu dnia, wyjątkiem były drzemki, czy wyjazdy i tu znowu daliśmy trochę czasu na oswojenie się przed kolejnym etapem.
Dalej postanowiliśmy zabrać smoczka do spania na noc. Zanim się udało, mieliśmy chyba z 3 nieudane podejścia. Po położeniu Lilki nie dawałam smoczka i kończyło się to ogromną histerią. Krzyk, wrzask, złość, ja nie potrafiłam patrzeć, jak się tak męczy i ulegałam. O czwartym podejściu zadecydował przypadek, który wykorzystaliśmy, a w zasadzie M. Lili miała kilka kiepskich dni, humor nie dopisywał i wieczorne zasypianie też nie było łatwe. Jednego wieczora, kiedy po wypiciu mleka miała się położyć, rozzłościła się i w gniewie rzuciła smoczkiem. Wtedy M. stwierdził, że nie odda jej go, powiedzieliśmy, że smoka nie ma i tyle. Bałam się jej reakcji, ale pozłościła się niecałe 5 minut i zasnęła. Byłam pewna, że to efekt zmęczenia i na drugi dzień o smoka się upomni. Na drzemce w dzień zawołała i oczywiście dałam, bo w dzień jeszcze miała pozwolenie. Wieczorem zaczynałam się stresować, ale niepotrzebnie. Po wypiciu mleka, Lila położyła się i najzwyczajniej zasnęła. Co wieczór zachowywała się, jakby nigdy nie spała ze smoczkiem. Bardzo zadziwiło mnie jej zachowanie, tym bardziej że wiedziała, że smoczek cały czas jest.
Na koniec przyszedł czas na ostatni krok i zabrnie smoczka właśnie od drzemki w dzień. Tu też miałam kilka podejść. Próbowałam kłaść Lilę bez, ale upominała się za każdym razem. W końcu jednego dnia na drzemkę szła już bardzo zmęczona i kiedy prawie zasypiała mi na rękach widziałam, że to jest ten moment. Położyłam się razem z nią, w pierwszej chwili wołała o smoka, ale powiedziałam, że nie ma. Rozpłakała się, przytuliła i zasnęła. Na drugi dzień znowu zapytała o smoczka, a na odpowiedź, że nie ma zareagowała już na spokojnie i po prostu poszła spać.

Całkowicie pożegnaliśmy smoczka jakoś miesiąc temu. Jak sami widzicie długo to wszystko u nas trwało, ale z jakim skutkiem dla Lilki. Praktycznie nie odczuła zabrania, ale ważne jest, że wykorzystaliśmy odpowiedni moment. Tak jak pisałam czasem nawet lepiej odpuścić i spróbować po raz kolejny za jakiś czas.
W ogóle to bardzo zaskoczyła mnie jej reakcja. Odsmoczkowanie nastąpiło u nas tak późno głównie przeze mnie, bo bałam się, że Lili źle to zniesie. Oczywiście po raz kolejny mój strach okazał się całkiem nie potrzebny, a Lila pokazała, że bez problemu da się żyć bez największego przyjaciela.
Bałam się jeszcze jak to będzie ze spaniem, że będą nocne pobudki, wcześniejsze wstawanie, ale też nic takiego nie miało miejsca.
Stało się też coś, w co kiedyś bym nie uwierzyła, a mianowicie bez smoczka jest o wiele lepiej. Nie żałuję, że Lila go używała ponieważ było pełno sytuacji, kiedy nam pomagał, ale bez niego też jest dobrze.

Jeśli ktoś z Was ma przed sobą odsmoczkowanie dziecka to naprawdę polecam zrobić to tak jak my, czyli etapami. Oczywiście nie mówię, że każde dziecko zniesie to tak dobrze, jak Lila, ale pewna jestem, że jest to lepszy sposób niż zabranie z dnia na dzień i czekanie, aż się dziecko wypłacze. Dla niego ten moment to jedna wielka trauma, a jak widać, można mu tego oszczędzić. Zostawienie dziecka samego sobie nie jest dobrym wyjściem. Oczywiście, że minie kilka dni i zapomni co to smoczek, ale jakim kosztem. Płacz, krzyk i nierozumienie tego co się dzieje.
Nawet kiedy dziecko dobrze przez to przechodzi to bądźmy z nim. Niech nie zasypia samo, a kiedy pyta o smoczka, nie ignorujcie tylko krótko odpowiadajcie.



ZAKUPY Z SECOND HAND - 5

Dawno już nie było wpisu o moich zakupach z lumpeksów, a ostatnio bywam tam coraz częściej. Letnich ciuszków już zdecydowanie wystarczy i teraz rozglądam się już za długimi spodniami i swetrami.
Na dziś, taki misz-masz :).

ZAKUPY Z SECOND HAND

BLUZKA - GEORGE
Cena: 10,00 zł




SPODNIE - GEORGE
Cena: 12,00 zł




SANDAŁY - YOUNG DIMENSION
Cena: 12,00 zł





Bluzeczkę w sowę mamy już od dłuższego czasu i Lila często sama ją wyciąga, żeby ubrać :).
Spodnie to jeden z ostatnich zakupów. W zasadzie są jeszcze za długie na Lili, ale że w pasie pasują (dzięki gumce z guzikiem) to nosi je z podwiniętymi nogawkami i też fajnie wyglądają.
Buciki to zdecydowanie jeden z najlepszych ostatnich zakupów. Zauważyłam je w ostatniej chwili, już wychodząc ze sklepu. Nowe, skórzane i jeszcze w Lili rozmiarze :), nawet się nie zastanawiałam, czy brać.

WSZYSTKIE ZAKUPY Z SECOND HAND W JEDNYM MIEJSCU: ZAKUPY Z SH.