WSPÓLNE WYCHOWYWANIE DZIECKA

16:15:00 alinadobrawa 30 Comments

Mam to szczęście, że wychowali mnie oboje rodzice. Szczęście, dokładnie. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, by jednego z nich mogło nie być. Niestety, często dzieję się tak, że jednego, czy nawet obojga rodziców brakuje. Smutne to bardzo i nie powinno się tak dziać, ale świat jest jaki jest.

Dziś jednak chce się skupić na tym kiedy dziecko, czy dzieci wychowuje dwoje ludzi. Małżeństwo, czy związek, nieważne. Ważne jest, że jest mama i tata i takie powinno być rodzicielstwo kiedy małżeństwo żyje w zgodzie, wspólnie. Musi być podział. Nie ma, że mama wie lepiej, że mama jest najlepsza. Rodziców jest dwoje i koniec.
Współpraca między rodzicami jest bardzo ważna, niestety okazuje się, że często jest trudna do osiągnięcia. Matka i ojciec bardzo często różnią się w swoich poglądach na temat wychowania, a co za tym idzie i podział obowiązków nie wychodzi najlepiej. Dla mnie opieka musi być podzielona po równo. Oczywiście w miarę możliwości. U nas jest podział, który wdrążyliśmy od razu. Nie była do tego potrzebna jakaś rozmowa, czy umawianie się. To po prostu było naturalne z naszej strony.
Uzupełniamy się w ciągu całego dnia:
RANO:
Tu nie ma wyjścia, bo po prostu M. jest w pracy. 5 dni w tygodniu, poranek jest tylko dla mnie i Lili. Mama da jeść, mama przewinie i z mamą jest zabawa. Jednak kiedy tata, jest w domu to nadrabiają, a ja mam więcej czasu dla siebie.
POPOŁUDNIE:
Popołudnie zazwyczaj spędzamy razem. Choć nie zawsze się da, bo jedno lub drugie musi gdzieś wyjechać, coś załatwić, itp. Jednak myślę, że o tej porze Lil przebywa z nami po równo.
WIECZÓR:
Z wieczorem codziennie jest tak samo. Ja zawsze kąpie i ubieram, a tata daje mleczko i układa do snu.

Mamą jestem od 15 miesięcy i widzę jaką więź przez ten czas, nawiązała Lili ze swoim tatą. Ja się pomiędzy nich nie wpasuję. To już jest taki duet.
Tak samo jak Lili ze mną. Mamy już swoje pewne zachowania, rytuały, takie tylko dla nas.
Lilia mimo, iż jest jeszcze malutka wypracowała sobie, że zabawy najlepsze są z tatą, za to masowaniem po brzuszku, rozśmieszy tylko i wyłącznie mama. W nocy najlepiej przytulić się do mamy, ale przy chorobie utuli tylko tata. Takich przykładów jest u nas pełno.
Bardzo ważne jest dla mnie (staram się tego trzymać), by przy dziecku nie podważać decyzji drugiego rodzica. Nawet jeśli się z czymś nie zgadzam, wolę to powiedzieć M. kiedy Lili nie ma obok. Teraz ona i tak nie wiele rozumie, ale lepiej się wdrążyć wcześniej. Dziecko nie może być świadkiem, kiedy rodzice nie zgadzają się ze sobą z jego powodu. Nawet najbardziej zgrane małżeństwo, w kwestii wychowania może mieć zupełnie różne poglądy i to jest jak najbardziej normalne. Jednak trzeba umieć dogadywać się i obierać wspólny front na osobności. Jednolite i zgodne podejście do tej kwestii jest sprawą kluczową.

Od kiedy mam Lilię myślę też, że jeden rodzic nie zastąpi dziecku drugiego. Mama to mama, a tata to tata i choćby człowiek na rzęsach stanął nie będzie jednym i drugim. Już nie raz czytałam jak kobiety, które samotnie wychowują dzieci piszą, że bez problemu zastępują dziecku ojca. Nie wierzę, nie przemawia to do mnie. Na pewno można dziecku to wynagrodzić, ale nie zastąpić. Osobiście gratuluję i podziwiam ludzi, którzy podjęli się rodzicielstwa w pojedynkę. Z własnego wyboru, czy niezależnie od siebie. Ja mając u boku M. nawet nie umiem się postawić w sytuacji, że miałabym zostać sama.

Moje dzieciństwo wspominam głównie z tatą. Pracował w domu, więc to jego zadaniem było zrobić mi śniadanie, wyszykować do szkoły, itp. Mama po pracy miała jeszcze dużo obowiązków, więc siłą rzeczy najwięcej czasu spędzałam z ojcem. Był długi czas, że z nim lepiej się dogadywałam. Nie chce tego u Lili. Chce, żeby mnie i M. postrzegała w ten sam sposób i na obu mogła tak samo liczyć.